POWRÓT DO MENU

Aktualności

Podczas nauki języka stan się dzieckiem - mgr Luca Corso, nauczyciel języka włoskiego, absolwent filologii włoskiej w Ateneum-Szkole Wyższej

2020-10-29

Luca Corso – absolwent Ateneum Szkoły Wyższej w Gdańsku – przebył bardzo ciekawą drogę, dzięki której dziś realizuje się jako lektor i nauczyciel języka włoskiego. W rozmowie z nami zdradza, co kryje się za jego biegłą polszczyzną oraz co zrobić, by nauka języka obcego była jak najbardziej efektywna!

Dlaczego zdecydował się Pan na przyjazd właśnie do Polski? Pod jakimi względami był to (a może jest?) atrakcyjny kraj?

Wybór kraju zamieszkania, czyli Polski był oczywisty ze względu na serce, dopiero później dołączyła głowa. We Włoszech spotkałem swoją Drugą Połówkę, której rodzinnym krajem jest Polska. Jesteśmy ze sobą do tej pory, a ja siłą rzeczy zacząłem zbliżać się do tej kultury. Mając zaledwie dwadzieścia lat i zastanawiając się nad przeprowadzką, pewnego dnia wyskoczyłem z tekstem: A co ty na to, żeby spróbować w Polsce? Tam nie ma Euro. I nasze oszczędności w złotówkach pozwoliłyby na taki spokojny początek!  Moja natura księgowego wtedy wzięła górę.

Jak długo opanowywał Pan naukę języka polskiego? Czy coś sprawiało Panu szczególne trudności?

Opanowanie języka jest pojęciem bardzo ogólnym. Kiedy byłem we Włoszech, zacząłem samodzielnie naukę języka polskiego (przeważnie, żeby rozumieć co moja teściowa mówi o mnie w mojej obecności). Gdy zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Polski, to skupiłem się bardziej na słownictwie gastronomicznym, ponieważ chciałem rozwijać swoją ścieżkę zawodową w gastronomii. Podczas dwóch pierwszych tygodni pracy w restauracji miałem przygotowane sformułowania takie jak: co podać do picia? albo smakowało?. Po paru tygodniach już zacząłem stosować coraz więcej słów i rozumieć zasady deklinacji. Kiedy miałem wolne, opracowywałem także schematy ze wszystkich części mowy.

Trudności do tej pory sprawiają mi czasowniki. Teoretycznie rozumiem wszystko o czasownikach dokonanych i niedokonanych, ale w praktyce jest za dużo wypadków, przedrostków i trochę gubię się w tym. W języku włoskim jest więcej trybów oraz czasów. Jednak wszystko jest już bardziej schematyczne i regularne moim zdaniem. Może ze względu na to, że to Mia Lingua Madre.

Czemu zdecydował się Pan naukę na uczelni takiej jak Ateneum? Czy filologia włoska to jedyny kierunek, który brał Pan pod uwagę?

Ateneum to świetna szkoła wyższa i słyszałem o nie bardzo pozytywne opinie. Oprócz tego mieszkałem i pracowałem w Gdańsku, więc to była jedyna opcja, która pozwoliła mi pogodzić pracę ze studiami. Trzy lata studiów  licencjackich i dwa lata magisterskich minęły bardzo szybko. 

Inne kierunki, które ogólnie rozważałem to psychologia i pedagogika. Trochę się bałem, że mój poziom polskiego nie pozwoliłby mi na swobodną naukę. Jednakże, wybierając specjalizację nauczycielską i mając też sporo przedmiotów psycho-pedagogicznych w języku polskim, zauważyłem, że mój strach był bezpodstawny. Moje oceny były nawet wyższe od ocen moich kolegów Polaków!

Polacy, którzy rozpoczynają studia na kierunku takim jak filologia włoska najczęściej zaczynają swoją intelektualną przygodę od podstaw. Jakie emocje towarzyszyły Panu - rodowitemu Włochowi? Czy jest coś, co Pana zaskoczyło?

To były mieszane emocje. Na początku myślałem Czy to podstawówka? Naprawdę muszę od tego zacząć? Ale z drugiej strony powoli zdałem sobie sprawę z tego, że nie znałem odpowiedzi na wiele pytań. Na przykład kiedy używać być albo mieć w czasach złożonych. Dla mnie to było naturalny wybór i nigdy nie myślałem o tym, że za nim stoi jakaś reguła. To samo widzę u Polaków kiedy mam jakieś pytanie odnośnie do gramatyki. Odpowiedź za każdym razem brzmi: bo tak jest. Przestałem pytać i zacząłem szukać odpowiedzi sam. Zawsze jest jakieś wyjaśnienie!

Jaki był Pana ulubiony przedmiot na studiach? A może jest taki, który budził szczególną niechęć?

Bardzo mi się podobały przedmioty typu gramatyka historyczna albo te przedmioty związane z językoznawstwem. Zawsze uważałem gramatykę za coś bardzo matematycznego, logicznego. Język natomiast jest w ciągłym rozwoju i takie przedmioty dawały mi często okazję do myślenia. 

Szczególną niechęć budziły natomiast takie przedmioty bardziej cywilno-prawne typu prawo oświatowe i edukacja dla bezpieczeństwa. W szkole uwielbiałem matematykę, ale nigdy nie znosiłem liczb w postaci artykułów i ustaw. Ale to była część programu i rozumiałem, że to też część kształcenia przyszłego nauczyciela.

Jak wygląda Pana przygoda z literaturą i powieściopisarstwem?

Literatura to przedmiot, który zawsze lubiłem w szkole. Polubiłem jeszcze bardziej w Ateneum, dzięki profesjonalnym wykładowcom, którzy byli w stanie nam przekazać nie tylko wiedzę w pigułce o wiekach literatury włoskiej, ale także miłość do niej. Moje szczególne uwielbienie dla literatury widać też w moich pracach dyplomowych: na studiach I stopnia broniłem pracę literaturoznawczą, na studia drugiego prowadziłem badania na literaturze włoskiej.

Co do powieściopisarstwa – kiedy byłem dzieckiem i miałem do dyspozycji kartkę A4, to nigdy nie ograniczyłem się do rysowania i kolorowania. Najczęściej dzieliłem kartkę na pół albo na cztery części i tworzyłem książeczkę. Kiedy w podstawówce moja nauczycielka mnie chwaliła za pracę domową – taką dwustronną opowieść o magicznych zwierzętach – zdecydowałem ręcznie stworzyć taki mały zeszyt. Z dwóch kartek papieru wyszła mała książka z dwudziestu stron, włącznie z oprawką, oprawiona profesjonalnie zszywaczem! 

W wieku szesnastu lat prowadziłem blog, a w Wordzie zapisywałem codzienne myśli w ramach elektronicznego pamiętnika. Między innymi to były początki, które doprowadziły do tego, że w wieku 18 lat opublikowałem książkę - Lascia piovere (wydawnictwo: Albatros Il Filo, rok: 2011). To oczywiście wiązało się z promocją tejże książki - wyjazdami, wywiadami. To bardzo miłe wspomnienia.

W tym momencie zbieram i porządkuję materiały, które przygotowuję dla swoich studentów, z planem by kiedyś stworzyć z nich fajny podręcznik. Dalszy plan to pisanie pracy doktorskiej.

Dziś prowadzi Pan lektorat języka włoskiego, ale pasja związana z nauczaniem innych towarzyszy Panu od zawsze. Co powinno charakteryzować zatem dobrego nauczyciela?

Są różne szkoły myślenia co do dydaktyki. Są przeróżne teorie pedagogiczne. Nie pracuję w branży jeszcze tak długo, żeby wymieniać cechy dobrego nauczyciela. Myślę, że nigdy nie będę w stanie ich wymienić! Każda osoba jest inna, każda grupa studentów ma inne potrzeby. Dlatego najczęściej unikam podręczników, wolę sam opracowywać swoje materiały dla studentów, nie zakłócając jednak porządku i nie tracąc systematyczności. Te materiały są konsekwentne, ponumerowane, schematyzowane, wydrukowane zawsze w takim samym formacie. Dzięki temu studenci nie zgubią ich w stosie notatek, a ja mogę mieć zaplanowany pewien tok nauczania.

Jak wyglądają Pana przygotowania do zajęć?

Najczęściej, jak już wspomniałem, przygotowuję samodzielnie zajęcia. Oprócz pracy przy formatowaniu, które pozwala na schematyzowanie części leksykalnej, gramatycznej oraz komunikacyjnej, wymyślam jakieś dodatkowe ćwiczenia, które pozwalają na czynne aplikowanie tych tematów. Przy przygotowaniu lekcji dbam też o inne detale typu: którą część tablicy poświęcać na nowe słowa, a którą na gramatykę czy jakich kolorów mazaków używać. Wszystko jest zaplanowane co do przecinka i kropki.

Jakie metody dydaktyczne najczęściej Pan wykorzystuje podczas prowadzenia zajęć?

Wszystko zależy od studentów i od ich poziomu języka włoskiego. Nie jestem za metodą bezpośrednią Wolę stosować metody bardziej komunikatywne, w których poprawienie błędu jest odkładane na koniec zajęć. Podejście humanistyczne też bardzo mi się podoba, a tu nie skupiamy się aż tak nad poprawnością formalną. I cenię również korzystanie z materiałów autentycznych: fragmenty piosenek (dosłownie kilka sekund) w poziomach podstawowych, wywiady albo dłuższe fragmenty piosenek oraz filmów w poziomach B1-B2.

Jakich rad mógłby Pan udzielić osobom, które chciałyby nauczyć się języka włoskiego lub... jakiegokolwiek innego języka? Pan doskonale opanował język polski - co przyczyniło się do takiej biegłości w jego władaniu?

To, co polecam swoim uczniom: stań się dzieckiem! Ucz się poprzez obrazki, oglądaj kreskówki w drugim języku, czytaj fragmenty książek z dzieciństwa w języku, który chcesz opanować.

Biegłość w języku polskim w moim przypadku pochodzi z wyboru. Miałem możliwość pracy w jednej restauracji, gdzie cały personel był z Włoch i miał obowiązek rozmawiania po włosku nawet z gośćmi. Wybrałem drugą restaurację, gdzie miałem zakaz rozmawiania nawet po angielsku z kolegami z pracy! Jaka jest więc moja rada? Z jednej strony wybierz najprostszą metodę dla siebie, ale z drugiej - nigdy nie decyduj się na przebycie najprostszej drogi!

Archiwum Aktualności